Jaki dysk do laptopa? HDD, hybrydowy czy SSD? W co warto zainwestować?

Jaki dysk w laptopie?

Jaki dysk w laptopie?

W XXI wieku coraz częściej wąskim gardłem laptopów są nie ich procesory, pamięci RAM czy karty graficzne, lecz… dyski. W dużym stopniu to właśnie od nich zależy komfort pracy czy czas działania notebooka na baterii. Jaki dysk wybrać? Jakie są zalety i wady poszczególnych typów nośników? Zapraszam do lektury.

Gdy nigdzie Ci się nie spieszy…

Od dłuższego czasu w nowych laptopach zazwyczaj są montowane dyski twarde o prędkości obrotowej 5400 RPM i 8 MB pamięci buforowej. Nie są one demonami szybkości – jeśli średni transfer przy odczycie/zapisie liniowym przekracza 60 MB/s można być zadowolonym. Podobnie rzecz się ma z czasami dostępu, które nierzadko dochodzą do 20 ms.

To sprawia, że odnosimy wrażenie, jakby nasz nowo zakupiony laptop z Core i7, 8 GB RAM-u i takim właśnie HDD nie był szybszy od dwuletniego notebooka kolegi ze znacznie wolniejszym CPU i mniejszą o połowę ilością pamięci operacyjnej. Widać to m.in. podczas startu systemu, uruchamiania aplikacji, skanowania antywirusem, defragmentacji czy zwykłego przenoszenia plików.

Nie wiesz co wybrać? Pomożemy! (fot. gizmodo.pl)

Nie wiesz co wybrać? Pomożemy! (fot. gizmodo.pl)

Wtedy najczęściej pamięć masowa jest głównym ogranicznikiem wydajności i można mieć poczucie, że laptop wcale nie jest tak szybki, jak powinien być. Mimo to dla wielu osób dyski 5400 RPM nie są złym rozwiązaniem. Zazwyczaj są bowiem nieco cichsze niż modele wirujące z większą prędkością, wydzielają mniej ciepła, wpadają w mniejsze wibracje i pobierają nieco mniej energii.

Te zalety docenią z pewnością użytkownicy netbooków, które nie mają zawrotnych mocy obliczeniowych i wolny HDD ich tak nie ogranicza, za to szybki dysk magnetyczny mógłby wpłynąć niekorzystnie na ciepłotę wewnątrz i na zewnątrz obudowy, wprawić komputer w wyczuwalne wibracje i skrócić czas jego działania na baterii.

Jeśli jednak dysponujemy w miarę nowoczesnym sprzętem, mamy dysk 5400 RPM i komfort pracy nas nie zadowala, należy rozważyć możliwość wymiany pamięci masowej na szybszą. Ale jaki dysk do laptopa wybrać?

Opcja budżetowa – tanie i pojemne 7200 RPM

Za stosunkowo niewielkie pieniądze możemy obecnie nabyć dysk wirujący z prędkością 7200 RPM, mający 16-32 MB pamięci buforowej, obsługujący kolejkowanie zadań NCQ i mający zadowalającą nas pojemność. Jednak dysk dyskowi nierówny i niektóre są szybsze od innych.

7200 RPM - od tego można zaczynać

7200 RPM - od tego można zaczynać

Jeśli więc zdecydujemy się na inwestycję w tradycyjny dysk twardy, warto zwrócić uwagę na następujące modele:

  • Western Digital Scorpio Black WD7500BPKT (750 GB) i WD5000BEKT (500 GB);
  • Seagate Momentus 7200.5 ST9750420AS (750 GB) i 7200.4 ST 9500420ASG (500 GB);
  • Samsung SpinPoint MP4 HM640JJ (640 GB) i HM500JJ (500 GB).

Wymienione nośniki to absolutna czołówka magnetycznych dysków twardych. Wszystkie są pojemne, niezbyt hałaśliwe i prądożerne, ale przede wszystkim bardzo szybkie, przynajmniej w porównaniu do zwykłych HDD 5400 RPM. Ich średnie transfery przy odczycie/zapisie sekwencyjnym wynoszą 90-100 MB/s. Również z niewielkimi plikami lepiej radzą sobie lepiej niż standardowe dyski.

CrystalDiskMark - Samsung HM640JJ (fot. tlatocetl)

CrystalDiskMark - Samsung HM640JJ (fot. tlatocetl)

Różnicę zauważymy nawet bez pomiarów wydajności. Skanowanie antywirusowe, uruchamianie aplikacji, wczytywanie lokacji/leveli w rozbudowanych grach czy bootowanie systemu to tylko niektóre scenariusze, w których da się odczuć wręcz namacalną różnicę. A to wszystko za 200-350 zł, a więc stosunkowo niewiele.

Należy jednak pamiętać, że nadal mamy do czynienia z tradycyjnymi dyskami magnetycznymi, które mają swoje zalety, ale i wady.

  • cena
  • pojemność
  • dobra trwałość nośników
  • zauważalny wzrost wydajności względem HDD 5400 RPM
  • nieco większy (minimalnie, ale jednak) pobór energii w porównaniu do HDD 5400 RPM (krótszy czas pracy na baterii)
  • nieco większe wibracje
  • zazwyczaj nieco większy poziom hałasu
  • ciągle to zwykły dysk magnetyczny – ma ruchome elementy, słabe czasy dostępu i odporność na czynniki zewnętrzne (temperatury, wstrząsy, pola magnetyczne)

Dysk hybrydowy – przedsionek raju?

Blisko rok temu w ofercie Seagate’a ponownie pojawiły się dyski hybrydowe. Wielu użytkowników pamiętających jeszcze poprzednie (nieudane) konstrukcje tego typu z miejsca skreśliło je z zakupowej listy. Czy słusznie? Moim zdaniem nie.

Seagate Momentus XT - porządna hybryda

Seagate Momentus XT - porządna hybryda

Momentusy XT, bo o nich mowa, to 2,5″ dyski wyposażone w talerze wirujące z prędkością 7200 RPM, 32 MB pamięci buforowej, NCQ i 4 GB kość NAND flash typu SLC (Single-Level Cell). Właśnie na tych 4 GB pamięci flash zapisywane są najczęściej używane pliki (programów, systemu operacyjnego, etc.). Za ich wybór odpowiada technologia Adaptive Memory, która jest zaimplementowana w firmware i nie zależy od używanego systemu operacyjnego.

Analiza dokonywana jest w czasie rzeczywistym, a zapisane do pamięci flash pliki nie giną po restarcie czy wyłączeniu zasilania. Dysk “uczy się” naprawdę szybko – wystarczy kilka (3-7) uruchomień programu lub restartów systemu, aby odczuć zauważalne przyspieszenie. Już trzykrotne uruchomienie HD Tune’a wystarczyło, aby czas dostępu spadł z 17 ms do 0,5 ms.

Toshiba Satellite A660-10X - HD Tune

Toshiba Satellite A660-10X - HD Tune

Również średnie prędkości odczytu rosną, a przy starcie systemu czy uruchamianiu rozbudowanych aplikacji praca dysku jest znacznie mniej wysilona, co da się zauważyć bez żadnych pomiarów. Dużą zaletą jest zastosowany typ kości flash. Pamięci NAND typu SLC mają znacznie lepszą żywotność niż stosowane w konsumenckich SSD moduły MLC (przynajmniej 10x więcej cykli zapisu) i lepszą wydajność.

Jak dysk hybrydowy sprawuje się w praktyce? Moim zdaniem bardzo dobrze. Cieszy szybki rozruch systemu i start często używanych aplikacji, szybkie dostosowywanie się dysku do zmieniających się nawyków użytkownika niezależnie od systemu, na którym pracuje oraz naprawdę duża pojemność.

Toshiba Satellite A660-10X – test multimedialnej 16 z Core i7, GF GT330M i HHD [część 2]

Dobrze przewagę hybrydy obrazuje czas startu (zaśmieconego) systemu. Mój 8 miesięczny Windows 7 wraz z antywirusem (Microsoft Security Essentials), DAP 9.5, Video Acceleratorem 3.1, Toshiba PC Health Monitor i ECO Utility, WD SmartWare, konfiguratorem Razera Orochi, KIESem i innymi śmieciami odpalanymi w tle wstaje w 36-38 sekund (4-6od momentu wciśnięcia klawisza power na obudowie do chwili załadowania pulpitu i 16 ikonek w tray’u.

Na moim poprzednim Seagate Momentusie 7200.4 320 GB trwało to ponad minutę. Uruchomienie jakiejkolwiek przeglądarki internetowej – Opery, Firefoxa 4, Internet Explorera 9 czy Chrome’a to kwestia kliknięcia – okno pojawia się praktycznie natychmiast. Podobnie rzecz się ma z NetBeansem 6.9.1 z masą wtyczek i otwartych projektów – zimny start zajmuje dosłownie chwilę.

Czy jest to zatem dysk pozbawiony wad? Niestety, nie. Po pierwsze jest to nadal w przeważającej części dysk talerzowy, mający praktycznie wszystkie bolączki tradycyjnych twardzieli. Jest podatny na uszkodzenia mechaniczne, temperatury i pola magnetyczne. Nie operuje więc zbyt szybko na niewielkich plikach, do większości danych czasy dostępu ciągle wynoszą kilkanaście ms.

DIY: Hybryda SSD i HDD skrojona na miarę

Część SSD przyspiesza tylko i wyłącznie odczyt. Zapis nadal jest w normie dla dysków 7200 RPM. Na dodatek defragmentacja, którą od czasu do czasu należy zrobić, powoduje “oduczenie” dysku, a więc spadek wydajności. Na pocieszenie zostaje fakt, że przy typowym użytkowaniu nie musimy jej robić częściej niż raz na miesiąc, a dysk naprawdę szybko się uczy.

Minusem pozostaje też cena. 500 GB Seagate Momentus XT kosztuje ok. 350-400 zł, podczas gdy zwykły 500 GB HDD 7200 RPM można kupić za ok. 200 zł. Należy jednak pamiętać, że kości NAND flash typu SLC są bardzo drogie. Mimo wszystko planując upgrade laptopa warto wziąć hybrydę pod uwagę. Od ponad 8 miesięcy użytkuję taki dysk i mogę go z czystym sumieniem polecić.

  • wysoka ogólna wydajność
  • duża pojemność
  • niezależność od systemu operacyjnego
  • szybkie “uczenie się”
  • 5-letnia gwarancja
  • umiarkowana cena
  • część SSD nie przyspiesza zapisu
  • ”oduczanie” przy defragmentacji
  • ma wszystkie wady zwykłych HDD (patrz zalety i wady HDD 7200 RPM)

Bez kompromisów – 0,5 nabiera nowego znaczenia

O ile jesteśmy w stanie nieco bardziej nadwyrężyć budżet, najlepszym wyborem dla naszego laptopa będzie dysk SSD. Różnicę między nim a zwykłym HDD zauważy nawet nie mający styczności z komputerami laik. Półprzewodnikowe dyski są zbudowane z kości NAND flash. Tym samym nie mają żadnych ruchomych elementów.

SSD na razie nie mają konkurencji (fot. Sandisk)

SSD na razie nie mają konkurencji (fot. Sandisk)

Przekłada się to na ich odporność na czynniki zewnętrzne. Nie straszne są im wibracje, silne pola magnetyczne czy skrajne temperatury (nawet od -40 do +85 stopni Celsjusza). Wyczuleni na kulturę pracy również będą zadowoleni – SSD są całkowicie bezgłośne i nie wpadają w wibracje.

Pobierają również znacznie mniej energii. Jak wykazały testy benchmark.pl, po wymianie Seagate’a Momentusa 500 GB 5400 RPM na dysk Intel SSD 320, laptop Lenovo IdeaPad Z565 pracował na baterii w trybie energooszczędnym aż 56 minut dłużej. Nie bez znaczenia są też niższe temperatury pracy dysków SSD oraz ich waga, która zazwyczaj nie przekracza 60-70 gramów.

Dla wielu najważniejsza jest jednak wydajność. A ta jest wielokrotnie wyższa niż w przypadku dysków talerzowych. Nowoczesne nośniki flash mają czasy dostępu rzędu 0,1 ms bez względu na miejsce ulokowania danych i nawet kilkadziesiąt tysięcy IOPS dla losowego odczytu i zapisu bloków 4 kB, podczas gdy HDD są nawet kilkaset razy wolniejsze.

Najnowsze konstrukcje osiągają przy odczycie i zapisie sekwencyjnym prędkości nawet 0,5 GB/s. Specyfika dysku SSD sprawia, że nie potrzebuje defragmentacji, może czytać/zapisywać dane z/do wielu miejsc jednocześnie w tym samym czasie. Pojawiają się również systemy zapobiegające utracie danych w wypadku zdarzeń losowych oraz sprzętowe szyfrowanie “w locie” i możliwość błyskawicznego ich usunięcia.

Sceptyków, którzy jako argument wysuwają ograniczoną liczbę cykli zapisu dla dysków SSD pragnę poinformować, że nowoczesne nośniki pozwalają na zapis ok. 72 TB danych. Aby więc wykończyć taki dysk w ciągu 3 lat (tyle najczęściej trwa gwarancja) trzeba zapisywać ok. 67 GB danych dziennie. Przy typowym użytkowaniu takie ilości są nieosiągalne.

OCZ Vertex 3 miażdzy

OCZ Vertex 3 miażdzy

W związku z tym największą i w zasadzie jedyną poważną wadą SSD jest ich cena. Za szybki dysk o pojemności 256-300 GB trzeba w sklepie zapłacić blisko 2000 zł. A jeśli to ma być jedyny dysk w laptopie (bo nie ma możliwości instalacji dwóch napędów), to taka właśnie pojemność wydaje się rozsądna.

Jeśli jednak mamy 2 zatoki, możemy ograniczyć się do SSD o pojemności 60-120 GB (na system i aplikacje), a dane trzymać na drugim, tradycyjnym dysku twardym o dużej pojemności. Zyskamy w ten sposób niesamowitą wydajność i komfort pracy znacznie niższym nakładem kosztów.

Dyski (moim zdaniem) szczególnie warte uwagi (alfabetycznie):

  • Corsair Force F (dostępne)
  • Crucial M4 (C400) (dostępne na świecie, w Polsce niebawem)
  • Intel SSD 510 i 320 (dostępne)
  • OCZ Vertex 3 i 2 (dostępne)
  • Patriot Inferno i Wildfire (Wildfire jak tylko będą dostępne)
  • niesamowita wydajność (transfery, czasy dostępu, IOPS dla małych plików)
  • bezgłośność
  • odporność na uszkodzenia
  • niskie temperatury pracy
  • niski pobór energii
  • niska waga
  • cena w stosunku do pojemności

W co warto zainwestować?

Obecnie z punktu widzenia mobilnego użytkownika, najbardziej przyszłościową i sensowną inwestycją jest zakup dysku SSD. Szybki rozwój techniki wyeliminował już praktycznie wszystkie bolączki wieku dziecięcego i nośniki flash górujące nad magnetycznymi praktycznie w każdej kwestii możemy kupować bez obaw. Niestety, grono potencjalnych odbiorców zawężają wysokie ceny, które spadają bardzo powoli.

Moim zdaniem warto jednak odkładać na taki dysk, a kto raz spróbuje pracy na SSD, nigdy nie wróci do zwykłych HDD. Na drodze do zakupu dysku flash możemy zrobić sobie przystanek, kupując dysk hybrydowy. Konstrukcje tego typu są już dopracowane i dobrze sprawdzają się w codziennym użytkowaniu. Mając dysk 5400 RPM przy braku środków na SSD warto rozważyć hybrydę.

Nie należy jednak zapominać, że HHD i SSD dzieli przepaść. Może nie tak gigantyczna, jak w przypadku HDD, ale jednak. Jeśli czujemy się wyjątkowo mocno ograniczeni przez standardowy dysk 5400 RPM, a jesteśmy nieprzekonani do hybryd i/lub nie możemy sobie pozwolić na SSD, dobrze zrobi nam wymiana dysku na szybki HDD 7200 RPM. Koszt jest stosunkowo niewielki, a poprawa komfortu pracy znaczna.

Na koniec kilka słów dla tych, którzy zaraz napiszą mi, że część o SSD to reklama dysków Intela – nie, to nie jest wpis sponsorowany. Po prostu filmiki zrealizowane przez Chipzillę dobrze ukazują wydajnościową przepaść między HDD a SSD i są profesjonalnie zrealizowane, dlatego zdecydowałem się ich użyć.

Regulamin komentowania

1 comments
RafalKuz
RafalKuz

Też mi się wydaje, że przyszłość należy do dysków SSD i tak też mówią inni specjaliści: http://lab.kuzniewski.pl/index.php/porady/131-dyski-w-notebookach-komfort-wyboru ale ja jestem przekonany, że w dłuższym okresie to chmura będzie domyślnym rozwiązaniem i zapotrzebowanie na dyski wewnętrzne w laptopach się zmniejszy. Ważniejszy będzie dostęp do szybkiego internetu i w tym kierunku powędrują laptopu

Komentarze archiwalne